Krótki traktat o niekupowaniu

Wizyta u lekarza to rozrywka dla Matki Polki. Wiecie, wyszłam bez dzieci. A po drodze były sklepy. Dużo sklepów, dwie galerie handlowe, nieduże, ale zawsze to galerie. To nic, że znowu kupiłam mnóstwo rzeczy dla dzieci, a dla siebie tylko jedną. To i tak sukces. Ale w każdym razie wyszłam sobie samopas. I poniosło mnie do empiku. Rzadko tam bywam, nie lubię tego miejsca. Ale potrzebowałam coś kupić i pomyślałam, że może u nich to dostanę (nie dostałam) – nieważne co, to akurat nieistotne w tej historii.

Jednak skoro już tam byłam to pooglądałam sobie różne książki dla dzieci, tak na przyszłość żeby wiedzieć czy kupować czy nie. Znalazłam między innymi świetną książkę „Drzewo”, ale o tym innym razem (nie, nie kupiłam jej). W każdym razie połaziłam sobie między regałami i natchnęło mnie (no dobra głupota mnie tam popchała, albo jakaś siła niższa!), żeby popatrzeć na książki o minimalizmie, porządkach, rozwoju osobistym i co tam jeszcze znajdę. Przypomniałam sobie, że są dwie książki Dominique Loreau, które chcę przeczytać, a istnieją tylko w papierze.

Poszłam popatrzeć. Znalazłam książkę Kasi Kędzierskiej „Chcieć mniej”, pięknie wydana (czytałam ebooka), przyjrzałam się „Magii sprzątania” Marie Kondo i jest… znalazłam Dominique Loreau „Sztuka sprzątania” i „Sztuka minimalizmu w życiu codziennym” (była też „Sztuka prostoty”, o której możecie przeczytać TUTAJ). Wzięłam do ręki „Sztukę sprzątania”, ale jakoś tak nie poczułam tego, w sensie nic nie poczułam, że wiecie wow książka, której szukałam czy coś. Odłożyłam. „Sztuka minimalizmu w życiu codziennym”, wzięłam, pomacałam, przerzuciłam kartki, spojrzałam na treść i pojawiła mi się myśl (wiecie taka żarówka jak w animacjach, że good idea, eureka i w ogóle) ‘po co ja to chciałam przeczytać?’.

Większość książek Dominique Loreau nie podobała mi się. Ani język, ani zachwyt kulturą japońską, co nijak nie przystawało do europejskich realiów, już nie mówiąc o wszystkowiedzącym tonie autorki, co mnie szalenie denerwowało. Dlaczego więc, chciałam przeczytać te dwie ostatnie? Nie wiem. Po prostu nie pamiętam. I to sobie właśnie uświadomiłam przy półce z poradnikami w empiku. Ja tego nie chcę czytać. Nie chcę wydawać na te książki pieniędzy. I wiecie ja to wiedziałam od bardzo dawna, znaczy, żeby się zastanowić nad każdym zakupem i właściwie udawało mi się to. Ale teraz to były pierwsze takie naprawdę świadome i przemyślane zakupy, a raczej nie-zakupy. Bo łatwo jest nie kupić czegoś, co skreśliliśmy z listy zakupów jeszcze w domu, ale kiedy mamy w ręce coś co było na naszej liście must – have i świadomie rezygnujemy z tego zakupu, bo na żywo nie robi to na nas takiego wrażenia, jak w internecie to już można powiedzieć sobie – tak, potrafię się powstrzymać. Potrafię podjąć świadome i rozsądne decyzje zakupowe. I wcale nie jest to takie trudne.

A co sądzę o książkach Dominique Loreau, możecie sprawdzić sami:

Loreau Dominique Sztuka prostoty
Loreau Dominique Sztuka planowania
Loreau Dominique Sztuka porządkowania
Loreau Dominique Sztuka umiaru

zdjęcie: unsplash.com by Dmitrij Paskevic

  • ktrya

    Chyba pokazałaś, gdzie tkwi wyższość papierowych książek nad ebookami. 😉 W możliwości przejrzenia książki bez zakupu, no i w pięknej formie wydania, która nierzadko stanowi nieodłączny element danej książki (tj. dostosowane forma wydania do treści), czego niestety w ebookach się nie doświadczy. Zauważyłam, że głównym problemem ebooków są zdjęcia, które czasem się pojawiają, ale takie miniatury, że nic na nich nie zobaczysz.

    • Magda Kędzierska

      Co do przejrzenia, to można przejrzeć papierową wersję a potem kupić ebooka:) Natomiast od początku mojej ebookowej miłości mówię, że wszelkie książki, zwłaszcza wydania albumowe, gdzie zdjęcia mają duże znaczenie, kupuję w formie papierowej, bo ebook nie odda fotografii w całej okazałości. Bardzo często zdjęcia są złej jakości i w ebooku ciężko coś na nich zobaczyć, jak sama mówisz.