„Nimfomanka”

Anita po raz kolejny zmienia miejsce zamieszkania i pracę. Robi to często, zbyt często, ale inaczej nie może i nie potrafi. Tkwi w szponach nałogu i nie umie się z niego wydostać. Jest uzależniona od seksu. Nałóg zabrał jej wszystko  – dom, rodzinę, pracę. Chciałaby się uwolnić, lecz nie może. Każdy facet i każde miejsce jest dobre. Byleby tylko zaspokoić palące pragnienie.

„Nimfomanka” to jest zdecydowanie dobra książka. Przyznaję, nie spodziewałam się. Po pierwsze ja bym nie nazwała jej erotykiem. Romansem też nie, choć tak reklamuje ją wydawca. Ale już literaturą obyczajową jak najbardziej. To nie jest historia o kobiecie, która uprawia seks z każdym kto się nawinie. To jest historia o kobiecie, która jest nieszczęśliwa, nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem, powiedzmy sobie wprost – jest chora i musi się leczyć, co więcej chce się wyleczyć, potrzebuje tylko kogoś kto jej w tym pomoże.

Słowo ‚nimfomania’ w codziennym obiegu nie kojarzy się z chorobą. Nadal sporo osób uważa ją po prostu za nadmierną skłonność do seksu, rozwiązłość, czy brzydko mówiąc ‚puszczanie się’. Sonia Rosa skupiła się w książce na pokazaniu problemu. Nie na seksie, który owszem pojawia się często, ale są to krótkie scenki, bez wdawania się w zbędne opisy, pokazujące właśnie, na czym polega nimfomania jako choroba. Seks jest tutaj pokazany jako jeden z elementów problemu, a nie jako sam problem. Takie potraktowanie sprawy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Autorka opisuje uczucia swojej bohaterki. Bezsilność wobec nałogu, pragnienia emocjonalne, które nigdy nie zostały spełnione, trudne dzieciństwo i młodość, bez wątpienia mające wpływ na przyszłość Anity. Powtarzam to nie jest książka o seksie. „Nimfomanka” to opowieść o tym co niespełnione, o tym co utracone, o braku miłości, takiej zwyczajnej miłości, która przyniesie Ci gorącą herbatę i przytuli, gdy tego potrzebujesz. Pokazuje jak nałóg niszczy życie, jak ludzie potrafią wykorzystać słabości innych do realizacji własnych celów. Anita nie jest tutaj napastnikiem, a ofiarą. Ofiarą swojej choroby, ludzi żerujących na jej tragedii, a być może także własnych niespełnionych marzeń.

Jestem pod bardzo dużym wrażeniem „Nimfomanki”. Przede wszystkim nie jest erotykiem, na co mógłby wskazywać tytuł, okładka i skojarzenia z samym słowem ‚nimfomania’. Po drugie jest to bardzo mocna opowieść o niszczącym życie nałogu, chorobie, która w ‚codziennym życiu’ nie jest przeważnie postrzegana jako nałóg. Ponadto jest bardzo dobrze napisana. I nie mówię tutaj tylko o języku powieści, ale również o całej konstrukcji fabuły, rysie charakterologicznym postaci, spójności wątków. Debiut? Serio? Rzadko spotyka się tak dobrze przemyślane i napisane debiuty. Ale właśnie… Sonia Rosa to pseudonim znanej polskiej pisarki – ciekawe której, bo pióro ma rewelacyjne. Napisała książkę, na którą miała pomysł od początku do końca. To nie było na zasadzie ‚weź piękną kobietę, kilku przystojniaków i trzydzieści określeń poszczególnych części ciała i masz bestseller’ (zapożyczone z serialu „Friends”). Autorka wiedziała co chce napisać, co pragnie przekazać tą historią, potrafiła w takiej wydawałoby się erotycznej historii przemycić morał, co mi się bardzo podobało jako czytelniczce. Co więcej tę książkę po prostu dobrze się czyta. Pochłania, wciąga, buduje napięcie, nigdy nie wiesz, czego się spodziewać na kolejnej stronie. Po takiem ‚debiucie’ poprzeczka została ustawiona wysoko, czy autorka da radę ją przeskoczyć? Przekonam się po lekturze „Hotelu 69”.

 

Czytałam ebook, okładka pochodzi ze strony Wydawnictwa Filia.