The Big Bang Theory, czyli o końcu końca

Wystarczy za komentarz do całego sezonu:)
Skończył się ósmy, niestety nie ostatni sezon The Big Bang Theory. Uwielbiałam ten serial, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy i TBBT powinno było się skończyć na siedmiu sezonach. Wtedy jeszcze było śmiesznie i geekowo. Teraz pozostał tylko płacz i zgrzytanie zębów. I jakaś iskierka nadziei, że twórcy się jednak opamiętają. Podyskutowałyśmy sobie z Agatą z Bałaganu Kontrolowanego na temat zakończonego właśnie sezonu, jego finału i w ogóle całego serialu. Ale co to za dyskusja kiedy rozmówczynie zgadzają się ze sobą prawie w każdej kwestii.

Magda

Czytałam dzisiaj podsumowanie 8 sezonu TBBT i niestety zgadzam się prawie ze wszystkim co tam napisali, zresztą co ja mówię, dokładnie ze wszystkim, brak pomysłu, wypalenie Sheldona i bardzo słabe odcinki. Masz jakiś ulubiony z tego sezonu?

Agata
:
Chyba jedynym, jaki mnie rozbawił, było zderzenie mamy Leonarda z mamą Sheldona, były to takie dwa różne światy, przyjemnie się oglądało. Choć w tym sezonie, to może ciężko powiedzieć, że mnie rozbawił, był lepszy od innych, co nie było takie trudne.

Magda:
Mnie się podobały dwa, właśnie to zderzenie mam i facepalm Beverly Hofstedter, który stał się moim ulubionym gifem fejspalmowym:) i drugi to jak porządkowali garaż w domu mamy Howarda i znaleźli Tardis. Pojedynek ping pongowy i dyskusja kto zostanie nowym właścicielem ubawiła mnie jak rzadko. Ale masz rację, to raczej były odcinki świetne na tle pozostałych w 8 sezonie, ale na tle całego serialu to raczej przeciętne z aspiracją do dobrych. Najbardziej szkoda mi potencjału Sheldon – Amy, bo spieprzyli ten wątek wyjątkowo. Sheldon jest słaby, popsuli postać całkowicie, ale Amy mi jeszcze bardziej żal, bo zrobiła się strasznie żenująca.

Agata:
Zrobili dokładnie to, czego się obawiałam. Do tej pory prowadzili tę parę powoli, ostrożnie, bo Sheldon musiał się do wszystkiego przekonać, a Amy musiała to wszystko wywalczyć. I to grało. Scena ich pierwszego pocałunku i wyznania „kocham cię” (teraz nie pamiętam, czy to było na początku tego sezonu, czy w zeszłym), były rozegrane perfekcyjnie. Problem jest taki, że dochodziło to tego w bardzo dużych odstępach czasowych, aż tu nagle BUM, pierścionek. Skąd? Jak? Nie wierzę, że Sheldon nie skorzystałby z rady Leonarda, czy Penny, choćby przy samym zakupie pierścionka. Przeskoczyli nagle o lata świetlne w rozwoju postaci, bez jakiegokolwiek uzasadnienia.

Magda: Ten pierścionek mi się podobał o tyle, że jest ogromnym zaskoczeniem dla widza. I jedynym powodem dla którego mam zamiar obejrzeć 1 odcinek 9 sezonu, bo potem pewnie sobie odpuszczę. Ale tak wyskoczyli z nim jak Filip z konopi. Szkoda, że od razu ich do łóżka nie wpakowali. Żadnego wyjaśnienia, wytłumaczenia, mało tego nawet sensu żadnego w tym nie ma, bo nic a nic nie wskazywało na taki rozwój sytuacji. Co więcej wydaje mi się, że ciekawiej byłoby gdyby jednak Amy i Sheldon się rozstali, a w połowie kolejnego sezonu zeszli i pod koniec zaręczyli. A tak to scenarzyści chcieli chyba zagęścić akcję, żeby znaleźli się chętni na kolejne odcinki i wpakowali wszystko do jednego. A wątek Penny i Leonarda w finałowym odcinku?! Porażka. W sumie mogłoby go nie być i też by się nic nie stało. Od początku mówiłam, że zmiana fryzury Penny źle wróży, to mi nikt nie wierzył.

Agata: Ależ oczywiście, że zrobili to tylko po to, żeby przytrzymać ludzi przy kolejnym sezonie i przez to mnie stracili. Nie lubię uczucia, że coś się na mnie wymusza. Samo ścięcie włosów niczego nie spowodowało, aktorka prywatnie chciała tak zrobić, jej sprawa. Zawalili scenarzyści, bo zamiast zostawić ją jako aktorkę, to ubrali ją w ciuchy bizneswoman, co nagle odmieniło postać. Ba scena, w której Penny przychodzi na przesłuchanie i „przypomina” sobie dlaczego to rzuciła, była straszna. Myślę, że nawet jakby Kaley nie ścięła włosów, a scenarzyści zrobili dla jej postaci identyczny wątek, to skończyłoby się to taką samą porażką.

Magda:
Rany ta scena była koszmarna. No może tak fatalnie się zbiegło, ale to i tak przemiana Penny wyszła tragicznie. Jeszcze początek kiedy przygotowywała się do roli przedstawicielki handlowej było w miarę, bo rzeczywiście pokazali jak zmienia się z lekkoducha w dojrzałą kobietę. Był taki odcinek w Vegas, Amy i Bernadette poszły na imprezę i się strasznie upiły, a Penny została w pokoju żeby się uczyć. Bardzo śmieszne to nie było, ale miało sens jeszcze. Niestety później ten sens się gdzieś zgubił. A a propos Bernadette, najbardziej niewykorzystany wątek sezonu, przeprowadzka Howarda i Bernie do domu Pani Wolowitz. Taki potencjał i wszystko w ….. .

Agata: Oni w ogóle ich tak na bok odłożyli, gdyby nie wątek Stuarta i pani Wolowitz, to nie wiem, czy byłby sens ich pokazywać.

Magda: No bo tam się nic nie dzieje. Wątek Stuarta mnie denerwuje. W ogóle ta postać mnie wkurza od samego początku serialu. Jako właściciela księgarni mogłam go przeżyć, ale jak zaczął się pojawiać częściej w prywatnych sferach życia paczki to już mnie irytował. To jest jedna z tych postaci, którą od samego patrzenia masz ochotę walnąć. A połączenie go z Panią Wolowitz w jakiejś takiej dziwnej, nienaturalnej relacji to moim zdaniem spalony pomysł.

Agata:
Akurat to był jedyny pomysł, który w tym sezonie tolerowałam. Było to taką świetną podmianą Howarda, który nie mógł przeżyć, że został zastąpiony, że pierwszą połowę sezonu ratował dla mnie tylko ten wątek. Sama postać Stuarta mi nie przeszkadzała nigdy, chyba w sumie nie mam postaci, które by mnie aż tak bardzo denerwowały w serialu. Znaczy były, bo wkurzały mnie wszystkie wcześniejsze dziewczyny Raja, ale szybko się ich na szczęście pozbywali.


Magda
Rozumiem pomysł podmiany, ale do mnie nie trafił. Dziewczyny Raja, no ta nowa to też dziwna jest. Creepy taka. Jakby nie mogli mu normalnej panny dać. Tylko zawsze albo wariatki, albo zakompleksione, lesbijki, już nie mówiąc o jego dziwnym stosunku do Cynamonki. Brrr.

Agata

To jest dziwne, że nie dają mu normalnych dziewczyn. Choć obecna, Emily, jest z nich najlepsza, to i tak musieli wszystko popsuć tą sceną z cmentarza. Nie rozumiem po co to komu było. Albo w ogóle z niej rezygnowali, albo wrzucili w taki na siłę wydumane sceny. Ale ja nie cierpiałam tej, co bała się przebywać z innymi i ciągle uciekała z ich randek. Podnosiła mi poziom agresji za każdym razem.

Magda

Ta scena z cmentarzem jest zrobiona strasznie na siłę. Tak na zasadzie 'dajmy Rajowi jakiś problem z panną'. Tak jakby miał ich za mało. I jeszcze ten rozwód rodziców dorzucili, dużo zabawniejsze to było jak rodzice razem dzwonili i mówili mu co ma robić, a tak osobno to jest nudne.

Agata:
Rozwód rodziców podobał mi się tylko w jednym momencie, jak Raj próbował odzyskać pieniądze i nastawiał ich przeciwko sobie, było to tak cudownie egoistyczne. Ale poza tym, też wątek wymyślony ot tak i dziwnie poprowadzony. Przecież rodzice Leonarda też się rozchodzili, a powiedziane było to gdzieś przy okazji i szybko o tym zapomniano, dlaczego tu jest inaczej? To chyba Leonard powinien to bardziej przeżywać, bo ma rodziców na miejscu, niż Raj, który nie widział ich od wielu, wielu lat.

Magda:
Właśnie i ta wizyta ojca Raja to też była jakaś porażka. A swoją drogą dopiero teraz sobie uświadomiłam, że przez 8 sezonów scenarzyści ani razu nie wysłali Raja do domu. 8 lat. No wybaczcie, ale to podejrzane jest. Odcinek gdzie nastawiał ich przeciwko sobie faktycznie niezły, choć strasznie stereotypowy, pokazujący rozwód jako walkę, kto da lepszy prezent. Jeszcze rozumiem jeśli chodzi o dziecko, ale Raj to trzydziestoletni, pracujący facet! Właśnie Leonard by tak chyba nie przeżywał, bo jednak jego matka jest jaka jest i podejrzewam w nim pełne zrozumienie dla ojca. Zresztą oglądam teraz odcinki z 5 sezonu i tak sobie myślę „Kurczę, potrafili ciągnąć przez tyle odcinków motyw rozmów Raja z kobietami tylko po alkoholu, Sheldona w dziwnym związku z Amy, rozwoju postaci Amy, z totalnego nerda, nerdzicy do rozrywkowej kobiety ciągnącej Sheldona do łóżka, a teraz nagle się okazuje, że ktoś pstryknął palcami i nie potrafią nawet odcinka sklecić żeby się człowieka uśmiechnął.

Agata:
Tak, to jest dziwne, bo naprawdę potrafili ciągnąć te watki w dobry sposób i w fajny sposób je rozwiązywać, jak to, gdy Raj się po raz pierwszy odezwał do Penny. Ale tu kwestia jest prosta: za dużo odcinków, kolejne sezony zaplanowane, a koncepcja powoli zaczyna się wypalać. Muszą więc robić nagłe zwroty akcji, żeby przytrzymać widza – nie ważne, czy wynikają ona z fabuły czy nie.

Magda:
Niestety zbyt wysoka oglądalność niszczy serial. Ludzie oglądają z przyzwyczajenia i są te miliony widzów, więc zamawiają kilka sezonów naprzód, po czym już na pierwszym z nich się wykładają. To tak na koniec powiedz będziesz oglądać kolejny sezon czy darujesz sobie, na rzecz na przykład Galavanta? 


Agata:
Ja sobie daruję, na rzecz innych seriali, właśnie choćby Galavanta, choć on ma mało odcinków akurat, więc ciężko go nazwać zastępstwem. Ale jest kilka ciekawych zapowiedzi serialowych, jak choćby Lucyfer, więc bez problemu wypełnię lukę po TBBT. No, chyba że dojdą do mnie słuchy, jaki kolejny sezon nie jest super ekstra wypasiony i że muszę go zobaczyć. To wtedy może rzucę okiem. Ale zraziłam się kompletnie po HIMYM, gdzie tak naprawdę trwałam do końca tylko dlatego, że tak dużo już obejrzała, że żal mi było nie zobaczyć finału. A potem finał był jaki był.

Magda:
Hmm, ja pewnie zrobię z TBBT tak jak z HIMYM właśnie. Obejrzałam 8 sezonów, przy czym od 7 męczyłam się już okropnie i potem przy 9 spasowałam po chyba 3 albo 4 odcinkach. Ale widziałam potem cały ostatni sezon na Comedy Central, bo tam w kółko puszczają i zgadzam się finał był koszmarny. I z TBBT zrobię podobnie, zobaczę co tam z tym pierścionkiem i zostawię. A potem i tak obejrzę powtórki na CC:)

A wy jakie macie wrażenia po ósmym sezonie?