Mniej – Marta Sapała

Najpopularniejsza książka wśród polskich minimalistów?
Obowiązkowa pozycja dla każdego, kto pragnie chociaż częściowo zrezygnować z
konsumpcyjnego stylu życia? Powiecie mi pewnie, że „Minimalizm po polsku” Anny
Mularczyk – Meyer. A ja wam powiem, że „Mniej” Marty Sapały.  Książka – eksperyment, książka – artykuł,
książka – którą powinien przeczytać każdy. Nie tylko zainteresowani
minimalizmem czy slow life’m.
Bałam się tej książki. Pomyślałam, że to będzie taka lektura
ciężkostrawna.  Eksperyment, to brzmiało
poważnie. Rok bez zakupów przerażało mnie to. Wyobrażałam sobie, jak uczestnicy
wydzielają sobie porcje jedzenia, żeby jak najmniej było. Wiedziałam, że chcę
przeczytać „Mniej”, że kiedyś nadejdzie ten moment, że sięgnę po tę książkę,
tylko obawiałam się co będzie dalej. A dalej był tylko zachwyt.
Po pierwsze lokalny. Okazało się, że jedną z uczestniczek
eksperymentu jest kobieta z mojej miejscowości (tak wiem, że niektóre nazwy
miejscowości zostały zmienione, ale wątpię żeby to było akurat w tym przypadku,
tym bardziej, że topografię terenu rozpoznaję).
Po drugie różnorodność uczestników. Duże miasta, małe
miejscowości, wsie na końcu świata, a nawet Islandia. Single, pary, rodziny z
dziećmi, rolnicy, freelancerzy, etatowcy 
korpopracownicy – przekrój przez najpopularniejsze ‘typy’ ludzi i
charakterów.
Po trzecie – styl. Marta Sapała stworzyła reportaż, który
mimo sporej objętości czyta się jednym tchem, momentami jak dobrą powieść
przygodową.  Naprawdę chwilami
zastanawiałam się, czy jednej z bohaterek uda się zdobyć bezgotówkowo taki czy
inny produkt. Jak poradzą sobie z wakacyjnymi pokusami? Jak przetrwają święta?
Wciągnęłam się w historię tych ludzi.
Poza tym, to co autorka „Mniej” opisuje to cała filozofia.
Historie poszczególnych uczestników eksperymentu są wplecione pomiędzy teksty o
slow life, o nowych trendach, jak np. freeganizm, albo zbieranie owoców,
warzyw, ziół z nieuprawianych, leżących odłogiem pól, miejskich łąk,
zapuszczonych podwórek.  W Roku bez
zakupów nie chodziło tylko o samo niekupowanie niepotrzebnych rzeczy, życiu na
niezbędnym minimum, ale również o pewnego rodzaju przemianę. Wielu bohaterów
książki uporządkowało swoje domy, mieszkania, życie prywatne, zawodowe. Jedni
poszli na studia, drudzy zerwali ciążące znajomości, przez przypadek odkryli
niezłe źródło dochodów i założyli firmę, a przede wszystkim każdy z nich odkrył
jak wiele może im zaoferować ich miejsce zamieszkania. Wymiany, darmowa
kultura, opieka nad dziećmi, nawet darmowe miejsce pracy zamiast biur
coworkingowych.
„Mniej” jest książką, która bardzo dużo daje do myślenia.
Zaczynasz się zastanawiać czy jest mi to wszystko potrzebne. Nawet jeśli masz
niewiele rzeczy, to i tak zaczynasz patrzeć na nie inaczej. Tak samo zmienia
się sposób patrzenia na swoje życie. Co chcę robić, czy lubię moją pracę, na
czym mogę zaoszczędzić, te i setki innych pytań przemykają ci przez głowę, przesuwają
się jak filmowe kadry.  Jednocześnie nic
nie jest tutaj narzucone, tak jak w większości pozycji traktujących o slow
life. Idea „Mniej” mówi ‘ogranicz się, spróbuj zrezygnować z tego co uważasz za
zbędne, jeśli nie uda się zrealizować wszystkich postanowień to trudno, ważne,
że próbujesz’. I to jest właśnie najmądrzejsze w tej książce – dostosuj minimalizm
do siebie, a nie na odwrót.