Biblioteka minimalistki

Dzisiaj na blogu rusza nowy cykl #biblioteka minimalistki. Jakiś czas temu zapowiadałam, że recenzji pojedynczych książek będzie już niewiele, pojawi się znacznie więcej różnorodnych tematów, jednak nie rezygnuję całkowicie z książek. Stąd pomysł, aby co jakiś czas przedstawiać Wam tytuły, które przeczytałam, w krótkiej kilkuzdaniowej formie.
Olga Rudnicka „Były sobie świnki trzy”
To było moje drugie podejście do tej książki i okazało się bardzo udane. Rudnicka stworzyła historię trzech kobiet, które chcąc nie chcąc zostają przyjaciółkami, w dość niecodziennych okolicznościach. Kamelia, Jolka i Martusia mają bardzo bogatych i bardzo nudnych mężów. Z jednej strony kobietom nie brakuje niczego (materialnego), z drugiej są nieszczęśliwe. Na dodatek ciągle muszą pilnować mężów, bo przecież młodych i pięknych kandydatek na żony nie brakuje. Najlepiej byłoby zostać bogatą wdową. Tylko nie jest to takie proste…
Rudnicka mnie zachwyciła. Uwielbiam cykl o 'Nataliach', potem był ten nieszczęsny „Fartowny pech”, ale „Były sobie świnki trzy” to jedna z tych książek, przy których nie przestajesz się śmiać i zastanawiasz się, co jeszcze wymyślą trzy zdesperowane kobiety. Mnóstwo dobrej zabawy w stylu Joanny Chmielewskiej.
Magdalena Witkiewicz „Pracownia dobrych myśli”
Jak ja lubię jak Magda pisze takie książki. Ciepłe, rodzinne, z mnóstwem dobrych emocji. Pracownia dobrych myśli to miejsce, które każdemu kto do niego przyjdzie przyniesie szczęście. Przez lata zapomniane, wreszcie odżywa pod ręką wnuka dawnej właścicielki. A mieszkańcy kamienicy, w której znajduje się Pracownia nareszcie mają szanse odnaleźć właściwy punkt w swoim życiu.
„Pracownia dobrych myśli” to jedna z tych książek, przy których zapomina się o wszystkim, zwłaszcza o problemach, bo przecież kłopotów to nikt nie lubi. A jak jeszcze masz anturium za uchem to od razu Ci się humor poprawi. Fanom „Ballady o ciotce Matyldzie” na pewno się spodoba.
 
Krystyna Mirek „Szczęśliwy dom” 
I tom sagi Jabłoniowy sad
Kilka razy obiecywałam sobie, że przeczytam jakąś książkę Krystyny Mirek. I wreszcie mój wybór padł na sagę Jabłoniowy sad, przede wszystkim, dlatego, że uwielbiam sagi rodzinne. Wyjątkowo podjęłam mądrą decyzję. Historia domu Heleny i Jana, który jest taką bezpieczną przystanią dla czterech córek, to piękna, bardzo mądra, ciepła opowieść. Maryla, Gabrysia, Julia i Aniela mają swoje problemy, ale zawsze mogą przyjechać do Jabłoniowego sadu, by ukoić nerwy, przemyśleć pewne sprawy i z nowymi siłami zmierzyć się z życiem.
„Szczęśliwy dom” to książka pełna radości, mimo trudnych historii bohaterek. Taki trochę „Domek na prerii”, gdzie każda przeciwność losu sprawiała, że bohaterowie rośli w siłę. Piękna, wzruszająca opowieść o tym, że nie wolno się poddawać, i warto stawić czoła wszelkim problemom. Wiem, że są kolejne dwa tomy sagi, i z przyjemnością je przeczytam.
Katarzyna Puzyńska „Dom czwarty”
I na koniec coś zupełnie innego od powyższych lektur. Creme de la creme, wisienka na torcie i w ogóle cud, miód i orzeszki. Najnowszy kryminał Katarzyny Puzyńskiej, czyli siódmy tom cyklu Lipowo „Dom czwarty”. Czytając 800-stronicowego „Łaskuna” trochę się obawiałam, że autorka tak się rozpędziła, że kolejna książka przekroczy tysiąc stron, a to już trochę za dużo dla mnie jak na kryminał. „Dom czwarty” ma tylko 500 stron, a mimo to doskonale sklejone wszystkie wątki. Zaginięcie komisarz Klementyny Kopp to sprawa, nad którą pracują Daniel Podgórski, Emilia Strzałkowska i Weronika Nowakowska. Pracują nieoficjalnie. Jednocześnie walczą z problemami, które narosły w nich od czasu sprawy Łaskuna.
Fantastyczna kolejna książka Puzyńskiej. Nie wiem jak ona to robi. Niesamowicie irytował mnie Daniel Podgórski, ale przyznaję, że zaskoczyła mnie jego przemiana. Tego na pewno się nie spodziewałam. Zagadka kryminalna na plus, częściowo udało mi się ją rozwiązać, chociaż autorka zastawiła pełno haczyków, na potencjalnych czytelników – detektywów. Sama historia domu czwartego troszeczkę mnie rozczarowała, typowałam inny budynek i miałam nadzieję, że ta odrobina tajemniczości będzie zapewniona, ale i tak jestem po raz kolejny pod ogromnym wrażeniem pomysłów i talentu autorki.  Pochłonęłam te 500 stron w dwa dni, co przy dwójce małych dzieci jest nie lada sztuką. I to niech będzie najlepsza rekomendacja.

Recenzje pozostałych książek powyższych autorek możecie znaleźć w zakładce Książki.