Miał być komentarz, ale co tam, czyli po artykule w Wyborczej

http://cuddzieci.blox.pl/resource/jeste_blogere.jpg
Ten tekst miał być komentarzem do dzisiejszego posta
Gosiarelli (robiłam jej korektę, więc przeczytałam przed Wami), ale wyszedł mi
tak długi, że postanowiłam opublikować go u siebie i to jeszcze dzisiaj.
Zaczęło się od wczorajszego artykułu w Gazecie Wyborczej  „Reckę napisałaś miodzio – kim są polscy
blogerzy książkowi?” (link).
Nie będę tak jak Gosiarella cytować poszczególnych fragmentów, po prostu w
punktach wymienię to co szczególnie zwróciło moją uwagę. Najpierw przeczytajcie
artykuł (choć pewnie większość z was go zna), potem tekst Gosiarelli (bo sporo
u mnie odniesień do niego), a na końcu moją dzisiejszą notkę.

 Jeśli dostałam egzemplarz recenzencki przed
korektą, szczotkę czy po prostu w białych okładkach, zawsze potem dostawałam
normalną wersję książki. Sama w pewnym momencie stwierdziłam, że książka to
książka i nie są mi potrzebne dwa egzemplarze i poprosiłam jedno z Wydawnictw,
by nie przysyłali mi już normalnego egzemplarza, chyba, że sama o to poproszę.
Zgodzili się i współpracę z nimi wspominam rewelacyjnie.
Zwierz sam wczoraj napisał (napisała), że
cytuję: ‘idziesz spać jako bloger kulturalny, a budzisz się jako blogerka
książkowa’ (sprawdź co napisała Gosiarella).

     Co do Kasi Hordyniec, słyszałam
jeszcze o kilku blogerkach, które dostają w ten sposób książki i nie jest to
dla mnie nic dziwnego. Jeśli im taka współpraca pasuje to super. Wydaje mi się,
że to działa bardziej na zasadzie przyjaźni z pisarkami, które proszą o opinię
jeszcze na etapie tworzenia książki, by móc dokonać zmian, które spodobają się
czytelnikom (sprawdź co napisała Gosiarella). 

     Nie zgadzam się ze Zwierzem (choć go/ją
uwielbiam) w jednej kwestii: „Ale jako zawód ta praca się nie opłaca, bo gdy
pojawia się przymus, znika frajda, a stawki są tak niskie, że tego nie
rekompensują.” Znowu spotykam się ze stwierdzeniem, że praca to przymus, więc
znika frajda. Czy naprawdę nie ma nikogo na świecie, kto by uważał, że praca
może być przyjemnością? Przecież mnóstwo ludzi zarabia na swojej pasji i to
jest dla nich przyjemność, a nie obowiązek! Sama znam takie osoby.

     Taaa, Śląscy Blogerzy Książkowi specjalizują się
w czytaniu fantastyki – zaskoczenie roku!

     Współpracowałam z Panią Martą Bartosik z WL i
była to jedna z moich najlepszych współprac. Miła, konkretna, żadnych
niedomówień. Myślę, że w swojej wypowiedzi chodziło Pani Marcie o to, że
‘książki powinny pracować’, to znaczy wydawca daje blogerowi książkę, po to by
została ona przeczytana, zrecenzowana i w efekcie kupiona przez czytelników,
czyli zarobiłaby na siebie. To taki skrót myślowy, coś jak powiedzenie, że
‘blog może na siebie zarabiać’. Wiadomo, że to bloger pisze teksty, tworzy
leady, grafikę itd. ,a stwierdzenie, że to blog zarabia jest skrótem myślowym.

    „Wydawnictwa denerwują też blogerzy, którzy
książki dobierają przypadkowo, bo negatywne recenzje stają się „działaniem
na szkodę firmy”. I tak i nie. Przecież bloger sam dobiera sobie
wydawnictwa do współpracy, a w ramach tej współpracy sam wybiera książki.
Powinien więc kierować się swoim gustem i wybierać takie tytuły, które leżą w
jego ulubionej tematyce, i które mają szansę mu się spodobać.  I to niezależnie od tego, czy to bloger prosi
wydawcę o dany tytuł, czy to wydawca mu ten tytuł proponuje. Przecież nie ma
przymusu, bloger nie musi się zgadzać na propozycję wydawcy, a może to
uargumentować właśnie zdaniem ‘ta książka nie leży w mojej tematyce’.  Ale generalnie to tak jakbym ja (fanka
historii i kryminałów, nie przepadająca za paranormalami i YA) wzięła do
recenzji dajmy na to książki Cassandry Clare. Tutaj wkraczamy na teren
profesjonalizmu i odpowiedzialności blogerów, którzy recenzują książki z ich
tematyki, a nie wszystko jak leci, bo jak dają to przecież trzeba brać.

    Nie oburzałabym się na Czechowicza, bo on nie
mówi, że wydawcy mają rację oburzając się na blogerów żądających zapłaty za
wykonaną pracę. Stwierdza po prostu fakt. Blogosfera książkowa zaczynała od
‘darmowych’ egzemplarzy recenzenckich, więc wychowanie wydawców i uświadomienie
im, że za reklamę i czyjąś pracę trzeba zapłacić trochę potrwa.

     Wypowiedź Pani Kado pominę milczeniem. Albo nie
– śmiech na sali!

     Wypowiedź Pana Zwierzchowskiego jw.

    Gosiarella napisała, że siłą blogera jest jego
niedoskonałość i ja się całkowicie z jej wypowiedzią zgadzam. Ufam ludziom,
zwykłym czytelnikom, a nie recenzjom profesjonalnych krytyków w gazetach czy
portalach, którzy pochwalą/wyleją wiadro pomyj na książkę/film/serial , bo był
za mało ambitny, albo właśnie taki wspaniały, mądry i cudowny. Jest 90% szans,
że mi się to nie spodoba, bo będzie dla mnie za ambitne, albo 90% szans, że
będę zachwycona, bo jest takie lekkie i relaksujące (w opinii krytyków
odmóżdżające). I tu popieram wypowiedź Kasi Hordyniec, opinie blogerów to
dzielenie się emocjami, a nie pisanie naukowej analizy.

  • Aż wierzyć się nie chce, że to komentarz do mojego tekstu! 🙂 Świetny tekst Ci wyszedł. Nawet w momentach, w których nie do końca się ze mną zgadzasz, jestem pod wielkim wrażeniem, że potrafiłaś dostrzec coś, na co ja nie zwróciłam uwagi lub potraktowałam to w inny sposób. Dobrze, że powstały nasze oba teksty i mam nadzieję, że choć w małym stopniu zmienią postrzeganie książkowej blogosfery!

    • Sama się zdziwiłam. Przeczytałam Twój tekst, poprawiłam słynne literówki Twe:) i postanowiłam przygotować sobie od razu komentarz. Myślę, a napiszę to potem tylko wkleję u Ciebie i nie będę sie bała, że mi Disqus zje, bo bym się chyba zapłakała. I jak zaczęłam pisać, to mi wyszło półtorej strony! Tak na mnie działasz! A pierwotny mój zamiar był taki, by olać artykuł, bo co ja się będę denerwować.

    • Ha! Widzisz jaki mam pozytywny wpływ! Gosiarella inspiruje 🙂 Powinnam sobie to napisać gdzieś!

    • Wytatuuj sobie:D

    • Obie inspirujecie 🙂 !!!!

    • Niestety albo stety w pewnym momencie, stałyśmy się z Gosiarellą taką całością, która dopowiada po sobie zdania. Strach się bać:)

    • Serduszkuję Twoją wypowiedź!

  • Z tymi egzemplarzami recenzenckimi, które najpierw są wysyłane jako szczotki a potem normalne książki to macie z Gośką szczęście, ale naprawdę nie zawsze wydawnictwo dosyła tą drugą. Serio. Mam sporo szczotek na półce, które nie doczekały się swoich oryginałów. Ale trudno, przyzwyczaiłam się. Niech im będzie. W większości były to książki, które BARDZO chciałam przeczytać więc jest ok.

    Co do reszty, nie mam siły żeby się złościć. Moim buntem wobec tego artykułu będzie nie pisanie o nim. Niech umrze śmiercią naturalną w odmętach internetu lub w piecach czytelników.

    • Też miałam nie pisać o nim ale Gośka tak na mnie działa, że mi się samo napisało.

    • Spoko, ktoś musiał o tym napisać raz a porządnie 🙂 Tylko coś czuję, że do targów o niczym innym nie będzie się mówiło. A dla mnie na przykład ciekawszy jest motyw zgwałconego Karpowicza. A o nim, biedaku, zapomną…

    • No właśnie muszę się zapoznać z tematem, bo niby coś gdzieś widziałam, ale jakoś nie miałam okazji się zgłębić o co to w ogóle chodzi:) Nadrobię dzisiaj, obiecuję.

    • Ok nadrobiłam, Karpowicz jako maskotka seksualna?!

    • Podeślij link 🙂

    • Masz na pw:)

  • Najbardziej w tekście i Gosiarelii, i Twoim podoba mi się to piękne podsumowanie, że siłą blogera jest jego niedoskonałość, gdyż jest niesamowicie trafne. Dlatego istniejemy, że ludzie nie ufają poleceniom w gazetach wychodzących spod palców znanych krytyków.

    • Jak to powiedział inżynier Mamoń w "Rejsie" "Mnie się podobają melodie, które już słyszałem". Ja jestem prosty, przeciętny czytelnik i widz, lubię to co pewnie większość społeczeństwa, a nie pojedynczy znawcy tematu.

  • Zgadzam się i z Tobą i z Gosiarellą. W ogóle co to za czasy, by tak uogólniać. Odświeżono dyskusje sprzed dwóch lat czy sprzed roku, a teraz wielka afera. Czasem źle zinterpretują i o, mają swój wyimaginowany obraz, który nijak ma się do rzeczywistości.

    • Dokładnie! Było, minęło, pozmieniało się, a teraz na siłę to uaktualniają?! Głupota.

  • Zgadzam się z Tobą w kwestii, że wybierane książki powinny leżeć w tematyce blogera, bo po co czytać coś co mamy podejrzenia, że się nam nie spodoba. Analogicznie nawet wybierając książki z biblioteki (nie mówię oczywiście o lekturach) wybieramy te, co nas zainteresowały, a nie jak "leci" (przynajmniej ja tak robię).
    Pozdrawiam 🙂

    • W bibliotece to można jeszcze zaryzykować, bo nawet jak Ci się nie spodoba to porzucisz po kilku stronach. Przy egz. rec. ja jestem bardziej uważna, bo biorąc taką książkę zobowiązuję się przede wszystkim do jej uważnego przeczytania, a jak mi się nie spodoba to będę musiała się męczyć i tracić czas na kiepską (dla mnie) lekturę, a po co? Lepiej chyba sięgać po interesującą nas tematykę, a nie na ryzyk – fizyk. Zaraz się pewnie odezwą głosy, że przecież trzeba próbować nowości, no trzeba ja temu nie przeczę, ale do tego celu można wybrać właśnie książki z biblioteki czy od znajomych, albo nawet o zgrozo kupić, a dopiero potem jak stwierdzimy, że horrory to nas jednak kręcą, brać takie książki do recenzji.

  • Siłą blogera jest niedoskonałość – dziewczyny, ja sobie to chyba gdzieś wytatuuję. 🙂

    • Cóż… liczyłam na wytatuowanie Gosiarelli, ale to też może być 😉

    • Ja wiem, że Tobie chodzi o wytatuowanie słowa Gosiarella, ale brzmi jakby to Ciebie miałybyśmy wytatuować:D Jestem za!

      Ann RK ja bym tu wytatuowała niektórym ludziom na czole, albo w sumie wystarczyłoby na dłoni, tak jak się kiedyś ściągi pisało, przypominaliby sobie o tym za każdym razem spoglądając na dłoń.

    • Dokładnie o to mi chodziło! Ale… jeśli ktoś chce wytatuować całą mnie to też nie widzę przeciwwskazań ;D

      Ann RK wiem, że Magdzie chodzi o tekst z niedoskonałością, ale na czole też bym chętnie ludziom "Gosiarellę" wypisała – taka reklama!

  • Rzeczywiście powinno się wybierać książki, które należą do ulubionego gatunku blogera. Jednak mi się wydaje (tylko wydaje, bo sama jeszcze nie współpracuję z żadnym wydawnictwem), że niektórzy blogerzy (i tutaj nie mam nikogo konkretnego na myśli) biorą wszystkie książki, które im wydawnictwo zaproponuje, ponieważ obawiają się, że jak odmówią ze dwa razy to dane wydawnictwo zerwie z nimi współpracę. Osobiście uważam, że jeśli książki jakiegoś wydawnictwa nie leżą w naszym guście to nie ma sensu nawet nawiązywać takiej współpracy, a jeśli zależy nam tylko na jednej pozycji to zawsze można taką jednorazową współpracę wydawnictwu zaproponować 🙂 Tak mi się przynajmniej wydaje 😉
    Co do artykułu to wypowiedziałam się na jego temat już na blogu Gosiarelli i chyba nie ma co się powtarzać, bo szkoda marnować słowa na taki tekst ;/

    ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

    • Prędzej chyba zrozumiem obawę przed napisaniem negatywnej recenzji, że wydawnictwo może zerwać współpracę, bo zdarzały sie takie przypadki, niestety, ale jednak. Ale żeby obawiać się nie wziąć książki to już byłaby gruba przesada. Przecież wydawcy zależy na pozytywnej recenzji zapewne jak najbardziej, ale również na tym, by książka została zrecenzowana, a jeśli dany bloger nie ma akurat czasu, bo ma szkołę, studia, dzieci, pracę, dom czy co tam jeszcze, to wydawca nie zerwie z nim współpracy tylko dlatego, że nie wziął książki do recenzji.

    • Słyszałam kilka razy, że wydawnictwa zrywały współpracę, gdy bloger nie godził się zrecenzować kilka razy z rzędu książki, którą mu proponowano. Nie wiem czy to prawda…

    • Nie znam takich przypadków, ale też nie znam wszystkich blogerów. Jednak ze strony wydawcy to moim skromnym zdaniem głupota, po co wciskać komuś na siłę książkę? Bez sensu.

  • Hej, To może ja tylko dodam co naprawdę powiedziałam (ja Zwierz). Powiedziałam że są takie rzeczy które człowiek może robić tylko za darmo np. jak w moim przypadku dzień w dzień pisać wpis. Bo jakby zacząć przeliczać wysiłek na pieniądze to nikt nie zapłaci tyle by się opłacało.

    • Dziękuję Ci Zwierzu za ten komentarz. W artykule było napisane tak: "Ale jako zawód ta praca się nie opłaca, bo gdy pojawia się przymus, znika frajda, a stawki są tak niskie, że tego nie rekompensują". I stąd moje małe 'oburzenie'. Zgadzam się, że jakby przeliczać wysiłek na pieniądze to by się to pewnie nie opłacało. Chodziło mi o tę frajdę i przymus, bo z artykułu wynikało, że tak właśnie powiedziałaś. Dlatego dziękuję za wyjaśnienie.

  • Niestety jak dla mnie nie ma nawet podstaw do dyskusji, skoro zdaniem autorki blog Zwierza to blog książkowy a ŚBK zajmują się fantastyką to o czym w ogóle dyskutować ?